Małyssak na Facebook'uMałyssak na Facebook'uMałyssak na TwitterzeMałyssak na YoutubeMałyssak na Pinterest
Notatka na marginesie

Karmienie dziecka jak szpinak, czy drożdżówka?

Kategoria:Gdy jesteś w ciąży Tagi:

Refleksja … Karmienie dziecka jak szpinak, czy drożdżówka?

Zaczął się sezon nowalijkowy i jak nigdy w naszej kuchni o tej porze króluje zielenina. A to za sprawą RWS, czyli Rolnictwa Wspieranego przez Społeczność, do którego zapisaliśmy się już w zeszłym roku opłacając należne składki i teraz możemy cieszyć się co tygodniowym odbiorem przygotowanych dla nas paczek. Od tego czasu co czwartek w kuchni jest naprawdę zielono od różnego rodzaju roślinek przeznaczonych do spożycia. Ze smutkiem muszę dodać, że moja dotychczasowa ignorancja wobec tego rodzaju żywności wychodzi na jaw, bo nawet trudno mi to nazwać czymś innym jak “zieleniną” (a może to właśnie się tak nazywa?). Tym niemniej sukcesywnie uczę się nowych nazw, kształtów, zapachów. I tak na stół nasz wylądował szpinak. Nie to, że nigdy nie jadłam szpinaku. A i owszem jadłam i bardzo go lubię, tylko pech chciał, że zawsze z mrożonki, więc jego znana mi do tej pory postać była nieco inna, trochę bardziej posiekana, zmiażdżona itp. A tu piękne zielone liście w całej swej okazałości. Gdzieś tu i ówdzie zasłyszałam jak to można go zblanszować na patelni na maśle, przyprawić wyciśniętym przez praskę czosnkiem i spałaszować. I tak dzieje się z wieloma innymi roślinami, które w ostatnich dniach otrzymujemy – po pierwsze gorączkowe sprawdzanie z listą co było w paczce, aby poznać co jest czym, a następnie poszukiwania w otchłani internetu co z tym zrobić, a czasem w otchłani umysłu, czy ktoś coś na ten temat kiedyś mówił, a może przyjdzie mi na myśl jakaś osoba, do której mogę zadzwonić i spytać. Co zrobić ze świeżym oregano, bazylią, czy melisą cytrynową w doniczce, pęczkiem niedawno zerwanej mięty, rukolą? I wiem, że dla wielu z Was odpowiedź na te pytania to pestka. I dobrze. Jednak tylu z nas przyzwyczajono do posiekanej, sproszkowanej, zamkniętej w torebkach żywności. Na nowo uczę się, że liść świeżej mięty albo melisy cytrynowej można po prostu zalać wrzątkiem.
 

Obraz Aline Ponce

Ale co ma wspólnego szpinak z karmieniem piersią?

Przyszło mi na myśl pewne porównanie, jak nie trudno się domyśleć związane z karmieniem dzieci mlekiem mamy. Jeśli nie stykamy się z karmieniem piersią na co dzień, to gdzie mamy zdobyć tę wiedzę, która jest potrzebna do wykarmienia naszych dzieci z sukcesem?
Wtedy kiedy dziecko leży już na Twojej piersi, a Ty gorączkowo sprawdzasz z listą rzeczy wziętych do szpitala, czy było na niej karmienie piersią. Może zajrzysz do internetu, jak to podać dziecku? Jak przygotować? A może ktoś coś na ten temat mówił? Owszem, życie pcha nas czasem do wiedzy, której nigdy z własnej woli nie zaczęlibyśmy zgłębiać. Tak jak stało się z moją wiedzą na temat roślin zielonych i jadalnych, kiedy świeży szpinak po raz pierwszy pojawił się na moim stole. No bo przecież to chyba bardzo naturalne jeść szpinak, prawda? Jest to zdrowe i pożywne. Ale jak go przygotować? Jak podać, a w ogóle, czy to na pewno nazywa się szpinak? Trudno nam w dzisiejszych czasach bez tej wiedzy przekazywanej nam przez pokolenia starszych, mądrzejszych.

Przygotuj się do karmienia piersią

Jeśli przygotowujesz się do przyjęcia dziecka na świat zawczasu uruchom więcej “klepek” w swoim mózgu, pozwól budować się połączeniom nerwowym. Weź udział w wykładzie o karmieniu piersią, w spotkaniu z mamą karmiąca lub w większym gronie mam, porozmawiaj z bliskimi, z kimś kto może cokolwiek wiedzieć w temacie, przeczytaj książkę o karmieniu piersią i cały blog Hafija.pl, weź udział w warsztacie “Przygotuj się do karmienia piersią” (więcej info tutaj) lub innym z tego rodzaju, poszukaj położnej środowiskowo-rodzinnej, która realizuje bezpłatne wizyty edukacyjne już od 21 tygodnia ciąży, czytaj i pytaj… Niech w momencie kiedy przyjdzie Ci już podać ten szpinak… tzn. pierś – niech uruchomią się instynkty, niech zadziała wiedza – bez tych wcześniejszych poszukiwań może być zwyczajnie trudno (i tak może być, ale wiedza gdzie jak i gdzie można znaleźć pomoc jest również mega istotna).

A tu z kolei przychodzi mi na myśl drożdżówka. A tak. Być może nie raz słyszeliście taką historię (ja słyszałam nie raz) przepisu na drożdżówkę (a może to było jakieś inne ciasto) przekazywanego z pokolenia na pokolenie. Gdy pewna kobieta pyta swoją mamę, dlaczego przygotowując wyrobione ciasto należy od niego odciąć boki, jej mama odpowiada, że to przepis, który stosuje od lat i robi tak, bo z kolei jej mama tak robiła. Kobieta więc pyta babcię o co chodzi z tym tajemniczym elementem przepisu, a babcia jej odpowiada, że odciąć boki należało, ponieważ więcej ciasta nie mieściło się do jej blachy.

Blachy już dawno nie ma. Kobieta ma swoją nową własną blachę.

Pułapka niewiedzy, pułapka niewłaściwej wiedzy

Oprócz pierwszej pułapki niewiedzy, czyli braku jakichkolwiek rad i jakiejkolwiek wiedzy przekazywanej nam przez starsze pokolenia, drugą pułapką jest to, że ta wiedza może być nieprawdziwa i zdezaktualizowana. I co z tym zrobić? Jak sobie poradzić w tym świecie pełnym sprzeczności? Jak żyć? A no pytać, dociekać i poddawać w wątpliwość. Nie na próżno mówi się, że ciekawym i dociekliwym jest w życiu łatwiej (a może tak się nie mówi, tylko mi się tak wydaje). Żeby nie było, to nie musi wcale chodzić o drożdżówkę, bo przecież nasz przepis mógłby dotyczyć krojenia na pół każdego liścia szpinaku i wyrzucania jednej jego części do śmieci. Choć chyba jednak drożdżówka lepiej symbolizuje rady, które może w niewielkich ilościach nam nie zaszkodzą (jeśli się zdrowo odżywiamy i jemy ten szpinak). Ale przyznajcie, że jakbyśmy jedli na co dzień tylko tę drożdżówkę (karmili się tylko tymi mniej wartościowymi radami) to jesteśmy w poważnych tarapatach. Kluczowym może być rozpoznanie momentu od kiedy ta drożdżówka zaczyna nam szkodzić.

I tak jestem po lekturze książki “Odstawieni”, w której autorka Jennifer Grayson podaje przykład głęboko zakorzenionego w mieszkańcach Bangladeszu przekonania kulturowego: “W Bangladeszu na przykład, zanim pojawiło się dojrzałe mleko matki, noworodkom często podawano miód, co może utrudnić dziecku naukę ssania, a także wywoływać botulizm niemowlęcy (stąd ostrzeżenia na słoiczkach miodu w naszej części świata)”. Dodam już od siebie, że przed tzw. “dojrzałym mlekiem” w pierwszych dniach po porodzie w piersiach znajduje się tzw. “siara”. Ma ona ogromnie pozytywne znaczenie dla rozwoju dziecka, wydalania smółki, budowania odporności jego organizmu. Nic dziwnego więc, że takie przekonanie kulturowe eliminujące ten cenny płyn na rzecz miodu, jest nad wyraz szkodliwe i jest bezpośrednim zagrożeniem dla zdrowia i życia dziecka (ów wspomniany botulizm).

A przekonania w naszej kulturze?

Nie da się ukryć. Nasza kultura też ma swoje zakorzenione już dość długo przekonania, które nie wspierają mam, które chcą karmić piersią. Co gorsza przekonania te często mają wpływ na pracę personelu medycznego. A to przecież często ten personel medyczny jest pierwszym – nawet przed internetem – źródłem wiedzy przez nas napotkanym (ciekawe dlaczego?), gdy leżymy z dzieckiem na brzuchu po porodzie (o ile mamy to szczęście lub wiedzę, aby tak leżeć) – personel, który pomaga nam lub co gorsza przeszkadza w karmieniu piersią. Tym niemniej nie chcę się tu rozpisywać o brakach systemowych, których jest ogrom, a wynikają one nie tylko z przekonań kulturowych, ale nie rzadko z szeroko zakrojonych działań marketingowych producentów żywności zastępującej mleko kobiece, które skądinąd wpływają na nasza kulturę… Ale pragnę zwrócić uwagę, jak ważna jest w tych dość trudnych warunkach zewnętrznych, w których czyhają na nas wspomniane pułapki braku wiedzy lub wiedzy niewłaściwej, jak ważna jest nasza własna dociekliwość i nasze własne zaangażowanie w zdobywanie wiedzy i poszerzanie świadomości (nie tylko co samej zrobić, ale też gdzie szukać pomocy). Inaczej ta cała zielenina, która przyjeżdźa do mojej kuchni co tydzień uschnie i zwiędnie. Chcąc nie chcąc nauczę się w końcu tych wszystkich nazw, zapachów, faktur i kształtów. Tylko co wtedy, kiedy na szali leży co innego niż uschnięty bądź nieuschnięty szpinak? Czy nie warto zabrać się do zdobywania wiedzy trochę wcześniej, zanim szpinak pojawi się w kuchni?

Nie bądźmy szpinakowymi ignorantami i nie jedzmy zbyt dużo drożdżówek

K.K.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wleć na małossakowy Instagram!